Dokładnie tydzień temu, w sobotę, chodził u nas ksiądz po kolędzie. Dla mnie to żadna nowość, trochę takich wizyt już przeżyłam ;) Ale Mąż miał okazję, po raz pierwszy, zobaczyć jak to wygląda.
Co innego moja opowieść o wizycie duszpasterskiej a co innego zobaczyć na własne oczy. Mąż na początku się zestresował, że nie będzie wiedział co zrobić czy coś powinien mówić czy nie mówić etc. Ale ostatecznie po wyjściu księdza powiedział, że było przyjemnie :P
sobota, 16 stycznia 2016
Poszalałam czyli ostatnie zakupy książkowe ;) (część I)
Nie mam zupełnie pojęcia jak to się stało, ale nabyłam spore ilości książek i… praktycznie wszystkie zamówiłam przez internet.
A zaczęło się bardzo niewinnie ;) Jak wspomniałam w moim poście o winogronach, bardzo przypadł nam do gustu serial „Napisała: Morderstwo”. Zbrodnie, z którymi mierzy się główna bohaterka J.B. Fletcher są skonstruowane w taki sposób, że do wykrycia sprawcy dochodzi się drogą dedukcji (a nie nowoczesnych laboratoryjnych metod). Wspomniałam również, że serial klimatem i konstrukcją przypomina mi kryminały Agaty Christie. A stąd już tylko krok dzielił mnie od kryminałów autorstwa Marthy Grimes.
A zaczęło się bardzo niewinnie ;) Jak wspomniałam w moim poście o winogronach, bardzo przypadł nam do gustu serial „Napisała: Morderstwo”. Zbrodnie, z którymi mierzy się główna bohaterka J.B. Fletcher są skonstruowane w taki sposób, że do wykrycia sprawcy dochodzi się drogą dedukcji (a nie nowoczesnych laboratoryjnych metod). Wspomniałam również, że serial klimatem i konstrukcją przypomina mi kryminały Agaty Christie. A stąd już tylko krok dzielił mnie od kryminałów autorstwa Marthy Grimes.
piątek, 15 stycznia 2016
I jeszcze więcej śniegu :D
Dziś znów dopadało. I oczywiście nie mogłam się oprzeć i zabrałam aparat na spacer ;) Spacer wynikał „z przymusu”, bo miałam umówioną wizytę u fryzjera :D Więc pstryknęłam na szybko kilka zdjęć przed fryzjerem i kilka na spokojnie już po :)
Lubelski Wąwóz.
Etykiety:
fotografia
,
fotografía
,
invierno
,
Lublin
,
nieve
,
paisajes
,
pejzaże
,
Polonia
,
Polska
,
śnieg
,
zima
czwartek, 14 stycznia 2016
„Feblik” czyli słabostka ;)
Małgorzata Musierowicz, Feblik, Akapit Press, Łódź, 2015
Jeżycjadę pani Magłorzaty Musierowicz uwielbiam od baaaaardzo dawna. Chyba od kiedy w VI klasie podstawówki na koniec roku szkolnego dostałam w nagrodę „Kłamczuchę”, przeczytałam ją od razu na początku wakacji i spędziłam ich resztę biegając do biblioteki, wypożyczając i czytając kolejne tomy.
Kiedy zostałam osobą „czynną zawodowo” i otrzymywałam comiesięczną wypłatę zaczęłam kupować nie tylko nowe, pojawiające się na bieżąco, tomy Jeżycjady ale postanowiłam również uzupełnić moją kolekcję o te starsze. I tak oto stałam się posiadaczką wszystkich części cyklu.środa, 13 stycznia 2016
Książki do czytania i ... do przeglądania
Tak, tak. Książki dzielę dokładnie na te dwie kategorie ;)
Do czytania czyli powieści, kryminały, opowiadania etc. I do przeglądania: albumy, przewodniki, książki kucharskie.
Dziś będzie o tej drugiej (ale nie gorszej;)) kategorii książek. Są to książki, które przeglądam co roku w okolicach Świąt Bożego Narodzenia. Gwoli wyjaśnienia, książki lubię przeglądać w ciągu całego roku, nie tylko w okresie świątecznym ;)
Na zdjęciu oprócz ulubionych książek, znalazły się również ulubiona kaseta z kolędami (niestety nie udało mi się znaleźć tych kolęd na płycie, wielka szkoda) i płyta świąteczna Golec uOrkiestra z 2000 roku. Zazwyczaj słucham Golców podczas ubierania choinki i dzięki temu jakoś sprawniej idzie zawieszanie bombek.
Do czytania czyli powieści, kryminały, opowiadania etc. I do przeglądania: albumy, przewodniki, książki kucharskie.
Dziś będzie o tej drugiej (ale nie gorszej;)) kategorii książek. Są to książki, które przeglądam co roku w okolicach Świąt Bożego Narodzenia. Gwoli wyjaśnienia, książki lubię przeglądać w ciągu całego roku, nie tylko w okresie świątecznym ;)
Na zdjęciu oprócz ulubionych książek, znalazły się również ulubiona kaseta z kolędami (niestety nie udało mi się znaleźć tych kolęd na płycie, wielka szkoda) i płyta świąteczna Golec uOrkiestra z 2000 roku. Zazwyczaj słucham Golców podczas ubierania choinki i dzięki temu jakoś sprawniej idzie zawieszanie bombek.
poniedziałek, 11 stycznia 2016
Kaktus
Po wielu perypetiach i niezliczonych próbach umówienia się na spotkanie z moją przyjaciółką ze szkolnej ławy – Asią w końcu się udało. Spotkanie doszło do skutku w sobotę ;) Spędziliśmy bardzo miły wieczór i zostaliśmy przez nią mile ugoszczeni. M.in. uraczyła nas pyszną pizza, którą przygotowała.
Także dzięki niej i poświęceniu jej Chłopaka, gołymi rękoma (no dobrze przez serwetkę) uszczyknął dla mnie zaszczepkę, do mojej skromnej kolekcji roślinek doniczkowych dołączył kolejny kaktus.
Także dzięki niej i poświęceniu jej Chłopaka, gołymi rękoma (no dobrze przez serwetkę) uszczyknął dla mnie zaszczepkę, do mojej skromnej kolekcji roślinek doniczkowych dołączył kolejny kaktus.
Nowy kaktus. Cactus nuevo.
sobota, 9 stycznia 2016
A w Lublinie, Panie Dzieju… Ogród Saski zimą
Udaliśmy się do centrum Lublina niejako z przymusu ;) Miałam do odebrania zamówienia książkowe.
Korzystając z okazji poszliśmy na mały spacer do Ogrodu Saskiego, który w rzeczywistości jest parkiem. Najstarszym w Lublinie. Liczy sobie ponad 140 lat i jest wpisany na listę zabytków. W 2012 roku rozpoczęto rewitalizację Ogrodu Saskiego i trwała ona ponad rok. Szczerze powiedziawszy nie widziałam tam jakiś spektakularnych zmian. Zniknęły łabędzie, które pamiętam były od zawsze przy małym stawie. Nie wiem jedynie czy nie ma tam ich z powodu zimy czy też zniknęły całkowicie. Pojawiła się za to klatka (duża bo duża, ale zawsze to klatka) z pawiami.
Nowością po otwarciu parku po rewitalizacji jest zakaz wprowadzania psów na jego teren.
Korzystając z okazji poszliśmy na mały spacer do Ogrodu Saskiego, który w rzeczywistości jest parkiem. Najstarszym w Lublinie. Liczy sobie ponad 140 lat i jest wpisany na listę zabytków. W 2012 roku rozpoczęto rewitalizację Ogrodu Saskiego i trwała ona ponad rok. Szczerze powiedziawszy nie widziałam tam jakiś spektakularnych zmian. Zniknęły łabędzie, które pamiętam były od zawsze przy małym stawie. Nie wiem jedynie czy nie ma tam ich z powodu zimy czy też zniknęły całkowicie. Pojawiła się za to klatka (duża bo duża, ale zawsze to klatka) z pawiami.
Nowością po otwarciu parku po rewitalizacji jest zakaz wprowadzania psów na jego teren.
Ogród Saski. Parque Saski.
piątek, 8 stycznia 2016
Moja zupa meksykańska
Ostatnimi czasy zasmakowaliśmy w zupach.
Tym razem „na tapecie” zupa meksykańska. Jak już wspomniałam przy zupie pieczarkowej, lubię przepisy proste i szybkie. Ten też taki będzie.
Zaczęło się od tego, że, jak jeszcze Carolka i ja mieszkałyśmy w Krakowie, udałam się do niej w odwiedziny. Akurat gotowała (o zgrozo! To są jej własne słowa) tzw. zupkę meksykańską. I stwierdziła, że koniecznie muszę jej spróbować. To spróbowałam i bardzo mi smakowała, ale jakoś potem o niej zapomniałam. Sporo czasu później, nie mam pojęcia z jakiego powodu, nagle mi się przypomniała. Napisałam do Carolki a ona w ekspresowym tempie przysłała mi przepis jak to mówią „pi razy oko”, pamiętała mniej więcej składniki ;)
W trakcie jednych z naszych cotygodniowych zakupów w supermarkecie stwierdziłam, że zakupię owe składniki, jednak przechodząc obok mrożonek zauważyłam coś co się nazywa mieszanka meksykańska. I wtedy zaświtał mi pomysł na moją zupę meksykańską ;)
Tym razem „na tapecie” zupa meksykańska. Jak już wspomniałam przy zupie pieczarkowej, lubię przepisy proste i szybkie. Ten też taki będzie.
Zaczęło się od tego, że, jak jeszcze Carolka i ja mieszkałyśmy w Krakowie, udałam się do niej w odwiedziny. Akurat gotowała (o zgrozo! To są jej własne słowa) tzw. zupkę meksykańską. I stwierdziła, że koniecznie muszę jej spróbować. To spróbowałam i bardzo mi smakowała, ale jakoś potem o niej zapomniałam. Sporo czasu później, nie mam pojęcia z jakiego powodu, nagle mi się przypomniała. Napisałam do Carolki a ona w ekspresowym tempie przysłała mi przepis jak to mówią „pi razy oko”, pamiętała mniej więcej składniki ;)
W trakcie jednych z naszych cotygodniowych zakupów w supermarkecie stwierdziłam, że zakupię owe składniki, jednak przechodząc obok mrożonek zauważyłam coś co się nazywa mieszanka meksykańska. I wtedy zaświtał mi pomysł na moją zupę meksykańską ;)
Zupa meksykańska. Sopa mejicana.
czwartek, 7 stycznia 2016
-3° na Trzech Króli
Nocą dopadało nieco śniegu. Od razu przy śniadaniu zapowiedziałam Mężowi, że idziemy na spacerek. Nie miał obiekcji a w trakcie spaceru nawet zgłosił postulat o jego wydłużenie ;) Odpowiednio odzianym to i przy -3° można spacerować.
Badylek.
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)







