czwartek, 15 grudnia 2016

Iwona Banach – „Klątwa utopców”

„Klątwę utopców” przeczytałam, o czym była, trudno mi powiedzieć.
W porównaniu z poprzednią książką Iwony Banach, ta wydała mi się bardzo chaotyczna. Jest tu zbyt duże jak na mój gust nagromadzenie bohaterów i każdy na swój sposób miał być wyjątkowy a przez to wydaje się przejaskrawiony. Być może taki właśnie był zamysł autorki.

Iwona Banach, Klątwa utopców, Wydawnictwo Nasza Księgarnia, Warszawa, 2015

sobota, 3 grudnia 2016

Z Malagi do Warszawy - i znów zmiany ;)

Ostatnio nie mam zbyt wiele czasu na zaglądanie na moje ulubione blogi, o umieszczaniu nowych postów na moim własnym nie wspominając ;)
A przyczyną tego stanu rzeczy jest przeprowadzka do Warszawy. Tak, tak, od początku listopada zmienił się nam widok za oknem.  Jeszcze do niedawna wyglądał tak:

Benalmádena.

wtorek, 4 października 2016

„Szczęśliwy pech” Iwony Banach

Z pewnością nie sięgnęłabym po książki Iwony Banach gdyby nie przypadek. W całym zalewie tzw. „literatury kobiecej” (osobiście nie podoba mi się to określenie), nie zwróciłabym z pewnością na nią uwagi. Jednak jej książki pojawiły się w serii Babie lato wydawnictwa Nasza Księgarnia. Jest to jedyna seria wydawnicza, której książki od początku jej pojawienia się kupuję na bieżąco. Niektóre czekają na lepsze czasy (czytaj: więcej wolnego czasu na czytanie) a inne jak „Szczęśliwy pech” doczekały się przeczytania.

Iwona Banach, Szczęśliwy pech, Wydawnictwo Nasza Księgarnia, Warszawa, 2013

piątek, 30 września 2016

Uzdrowisko Nałęczów ;)

Z czym kojarzy mi się Nałęczów?  Z niedzielnymi, rodzinnymi wypadami na najlepsze lody i z połową drogi. Cóż to za „połowa drogi”? ;) Już wyjaśniam to moje „pół drogi”, Nałęczów leży dokładnie w połowie drogi pomiędzy Lublinem a Bochotnicą (koło Kazimierza Dolnego), gdzie spędzałam zawsze część wakacji w domu u Chrzestnej. Oznaczał również dla osoby z chorobą lokomocyjną (czytaj: w owym czasie dla mnie) albo początek udręki (trasa Lublin – Bochotnica) lub jej koniec (trasa Bochotnica – Lublin). Udręki, bo odcinek Nałęczów – Bochotnica (lub odwrotnie) jest pełen zakrętów.

Tym razem będzie o innym Nałęczowie ;) Nałęczowie uzdrowisku, które założono w 1878 roku i jest jedynym w kraju uzdrowiskiem przeznaczonym dla kuracjuszy z problemami kardiologicznymi. Nałęczowskim rodowodem mogą pochwalić się dwie znane wody mineralne:  Nałęczowianka i Cisowianka.

 Wjazd do Nałęczowa od strony Lublina.

wtorek, 27 września 2016

Szaleństwo książkowe ;)

Ogarnia mnie zawsze jak przyjeżdżamy do Polski. Staram się nad tym panować ale chyba nie do końca (i nie zawsze) mi to wychodzi ;) I będzie to pierwszy z postów, w którym pojawią się zakupione przeze mnie książki.
Jeszcze żeby tak doba dłuższa była ;)

wtorek, 20 września 2016

Barbara Marti – Umińska „Liście dzikiego wina”

Książkę-pamiętnik Barbary Mari-Umińskiej czytałam dosyć dawno temu, bo chyba jeszcze pod koniec podstawówki lub na początku liceum.  Wypożyczyłam ją z osiedlowej biblioteki publicznej do której należałam. Książka wywarła na mnie spore wrażenie, tak więc kilka lat temu postanowiłam włączyć ją do mojej biblioteczki. Niełatwo było ją zdobyć, bo książka niestety nie miała wznowień, ostatecznie nabyłam ją w antykwariacie. Książka była w bardzo dobrym stanie biorąc pod uwagę, jak wydawane były książki w latach 80.

Barbara Marti-Umińska, Liście dzikiego wina, Krajowa Agencja Wydawnicza, Rzeszów, 1986

poniedziałek, 19 września 2016

Arcos de la Frontera - jedno z białych miasteczek Andaluzji

Jak już wspomniałam w jednym z poprzednich postów, aktualnie przebywamy w San Fernando. A stąd już tylko przysłowiowy rzut beretem do Arcos de la Frontera. Dojazd samochodem zajął nam ok. 40 minut. Kilka lat temu byliśmy tam jedynie przejazdem w drodze do Sierra de Grazalema, chcieliśmy wtedy pochodzić nieco po górach. Arcos de la Frontera jest jednym z tzw. białych miasteczek Andaluzji (hiszp. pueblos blancos) znajdującym się na szlaku turystycznym Ruta de los pueblos blancos (jak dla mnie to będzie: Szlak białych miasteczek, ale z pewnością można to tłumaczyć na jeszcze kilka innych sposobów ;)).

czwartek, 15 września 2016

„Trzynasty miesiąc poziomkowy” Krystyny Siesickiej

Ostatnimi czasy jakoś niefortunnie dobieram sobie lektury.
Wierzyłam (co więcej byłam przekonana), że książka Krystyny Siesickiej „Trzynasty miesiąc poziomkowy” przypadnie mi do gustu. Do tej pory pamiętam, że jej książki „Zapałka na zakręcie”, „Fotoplastykon” czy „Zapach rumianku” wywarły na mnie spore wrażenie. I było ono jak najbardziej pozytywne,  inaczej nie zdecydowałabym się na kupno tej książki.

Krystyna Siesicka, Trzynasty miesiąc poziomkowy, Akapit Press, Łódź, 2014